LIST PISANY NA ZGLISZCZACH
czyli „Skórkowickie” Boże Narodzenie 1915 roku.
W czasie prac nad historią mojej rodziny, odkrywałem różne interesujące papiery dokumentujące czasami ciekawe, lokalne wydarzenia historyczne. Jednym z takich dokumentów jest list z 27. 02. 1916 roku mojego pradziadka Bronisława Rapackiego, ówczesnego właściciela majątku Skórkowice. W liście tym, przechowywanym w rodzinie przez przeszło sto lat opisana została tragedia, jaka dotknęła Skórkowice i mieszkańców w czasie walk pierwszej wojny światowej. W grudniu 1915 roku, Skórkowice znalazły się na linii frontu, a ściślej na ziemi niczyjej, pomiędzy wycofującą się na wschód armią rosyjską, a nacierającymi z zachodu wojskami austriackimi. Aby uświadomić czytelnikowi całą grozę sytuacji, najlepiej posłużyć się cytatami przeżywającego te wydarzenia Bronisława Rapackiego, z listu który miał zostać „przemycony” do synów, znajdujących się poza linią frontu:
—————————–
„… Od 18 grudnia (1915 r.) jesteśmy pod strzałami. Pierwsze dni, a szczególnie do 23 grudnia przez pięć dni i nocy siedzieliśmy w piwnicach (skórkowickiego dworu – dwór posiadał bardzo solidne, sklepione i głębokie piwnice) z gośćmi, którzy do nas się schronili. Państwo Krzywiccy z Kawęczyna, z matką, staruszką 90 letnią i siostrą pana Rupniewskiego. Wigilią i święta przepędziliśmy tam, dzieląc się opłatkami znalezionymi na śmieciach. (prawdopodobnie plebanii) Po świętach przenieśliśmy się na górę, gdyż pokoje wojsko z oficerami opuścili po pierwszych armatnich strzałach. Część wsi spalona. Ludzie ze wsi pouciekali w stronę Żarnowa i nieszczęśliwi tułają się, gdyż do Skórkowic, przez linię frontową dostać się nie mogą. Zaledwie kilkunastu starych i dzieciaków z całej wsi pozostało. Teraz (żołnierze) porozbierali budynki na okopy, a u mnie tak samo, co było drewniane, wszystko rozebrali i zboża co było, zaledwie troszkę pozostawili. Konie mi wszystkie zabrali. Chłopi ze swemi i bydłem uciekli, tak, że ja z domu chyba piechotą mógłbym gdzieś pójść. To szczęście, że wyrobiliśmy sobie sympatyą u oficerów (austriackich), którzy o ile było w ich mocy, bronili przed rabunkiem. Gdybym miał konia, to mógłbym wyrobić sobie glejt i do was bym przyjechał.* Lecz o tem marzyć nie mogę, gdyż reszty co pozostało bronić trzeba. Może Bóg niedługo uwolni nas z pod strzałów… Bo co się straciło, da Bóg w przyszłości da się odzyskać, a może Bóg da, że i wszystkich w Skórkowicach mieć będziemy… Aby tylko Bóg pozwolił przetrwać i zdrowie i życie zachować. Przypuszczam, że list ten odda wam żołnierz austryjacki…
Kochający was ojciec
Bronisław.”
Autorem listu był 69 letni Bronisław Rapacki, były powstaniec styczniowy, a od 1905 roku właściciel majątku Skórkowice. List adresowany był do synów; Mariana – wydalonego jeszcze przed wybuchem wojny z granic Cesarstwa Rosyjskiego za działalność społeczną.( Później prezesa Związku Spółdzielni „Społem”, a w czasie oblężenia Warszawy w 1939 r., współpracownika prezydenta Stefana Starzyńskiego, odpowiedzialnego za zaopatrzenie ludności. Zginął w czasie Powstania Warszawskiego, pełniąc podobną funkcję),oraz Jana – inżyniera rolnictwa, nauczyciela szkół rolniczych i popularyzatora wiedzy rolniczej.
Powyżej:
Dwór w Skórkowicach, stan z lat 30 XX w.
Bronisław Rapacki z żoną Jadwigą z Chełmickich i wnukami, Adamem (późniejszym ministrem spraw zagranicznych) i młodszym Bronisławem. 1916 r.
————–
autor: Przemysław Ciszewski
Skórkowickie Boże Narodzenie 1915 r. autor: Przemysław Ciszewski



